20 lat temu
Historia ta zdarzyła się latem 1990 roku, Julia miała wtedy 5 lat. Letnią porą świat wygląda cudownie. Wszystko dookoła jest barwne i radosne, aż chce się żyć. Jak to bywało od jakiegoś czasu rodzice Julii wysyłali ją na wakacje do dziadków. Lubiła tam jeździć. Dom położony był na skraju lasu, dziadek miał stadninę koni, a babcia hodowała orchidee. Czuła się jakby przemierzała podróż w czasie. Wyrwana z miasta czuła się tak jakby przynależała do owego miejsca, to miejsce dla niej miało duszę. To nie to samo co betonowy las. Ten las pachniał tysiącem zapachów a jego pierwotny charakter miał w sobie coś co ją przyciągało.
Dzień w którym wszystko się zaczęło, a nic nie wskazywało na to co miało się wydarzyć. Julia wzięła swoje zabawki poszła bawić się za domem na skraju lasu. Zbierała szyszki i żołędzie. Jak każde dziecko wszystko ją ciekawiło i zachwycało. Pochłonięta zbieraniem poziomek zaczęła powoli oddalać się od domu. Ciągle pozostawał w zasięgu jej wzroku, ale ona była niewidoczna dla dziadków. Nagle usłyszała szelest. Stanęła dęba i nasłuchując, wpatrywała się w kierunku owego dźwięku. Zza krzaka wyskoczył zając i pędem zaczął gnać w głębię lasu. Dziewczynka uśmiechnęła się i zawołała:
- Papa zajączku.
Po czym nadal zaczęła zajadać się poziomkami. Za jej plecami pękła jakaś gałązka, już się nie bała. Nie zważając na to nie odrywała się od pysznych poziomek. Kolejne pęknięcie i tym razem usłyszała coś jakby kroki. Odwróciła głowę i ujrzała oczy wpatrujące się w nią, a po chwili czarnego, potężnego wilka. Dziewczynka nie była w stanie się nawet poruszyć. Upuściła wiaderko z szyszkami i żołędziami, nie podniosła się jednak z kucek. Patrzyła tylko wilkowi prosto w oczy. Nagle w jej głowie odezwał się głos „ Witaj Julio”
Dziewczynka szeroko otworzyła oczy, nie odrywając jednak wzroku od wilka. Wilk popatrzył na nią jeszcze przez chwilę, jakby się uśmiechnął i zniknął gdzieś między drzewami. Dziewczynka nadal pełna osłupienia tkwiła między poziomkami. Kiedy jednak odzyskała świadomość zerwała się na równe nogi i uciekła do domu. Pędziła ile sił w nogach. Potykała się o gałęzie, trzy razy się po drodze przewróciła. Nie płakała. Wpadła do stajni i pospiesznie zaczęła szukać dziadka. Kiedy już go ujrzała podbiegła do niego i tak mocno przytuliła do jego nogi jakby bała się tego że ktoś ją zaraz zabierze.
Dziadek zaskoczony zachowaniem wnuczki, chciał wziąć ją na ręce jednak z trudem mógł ją przekonać, że jest bezpieczna i że może już otworzyć oczy. Kiedy udało mu się nakłonić dziewczynkę by zmniejszyła uścisk. Wziął ją na ręce i posadził na swoich kolanach. Dziewczynka pospiesznie objęła mocno dziadka za szyję i przywarła do niego bardzo mocno.
- Już dobrze moje dziecko- przytulił dziewczynkę do siebie gładząc ją po głowie. Czuł jednak niepokój.
- Powiesz dziadkowi co się stało?- zapytał.
Dziewczynka przesunęła się tak żeby widzieć twarz dziadka i spojrzała mu w oczy.
Dziadek mimo niepokoju jaki go ogarnął zmusił się do uśmiechu.
- Już dobrze wiesz że możesz powiedzieć mi wszystko?
Dziewczynka kiwnęła głową.
- Bo ja zbierałam poziomki.– wyjęła 5 poziomek z kieszonki sukienki.
- Dla Ciebie i dla babci. Tam w lesie.
Dziadek czuł jak jego mięśnie sztywnieją. Nigdy nie widział wnuczki tak przejętej, nigdy po zabawie w lesie nie wróciła w takim stanie. Często wracała uradowana, że udało jej się zobaczyć jakiegoś barwnego motyla, albo spotkała jakąś sarnę, czy też przynosiła bukiet kwiatów dla babci. Tym razem musiało się coś wydarzyć, była jakaś dziwna, zachowywała się nieswojo. Dziadek wziął jedną z jej rączki i siląc się na uśmiech zjadł.
- rzeczywiście są bardzo dobre dziękuje. Widziałaś jakiegoś motylka alko jakieś zwierzątko? –zapytał dziadek.
- Tak. Widziałam zajączka i takiego wilka jak w tej bajce którą mi czytasz na dobranoc.
Dziadek poczuł jakby dostał obuchem przez głowę.
- On był w mojej głowie. Wiedział jak mam na imię. Dziadku dlaczego on wie jak ja mam na imię?
Dziadek przytulił dziewczynkę do siebie, zaciskając mocno powieki ze złości.
- Posłuchaj mnie Juleńko, wilki są bardzo niebezpieczne. Nie możesz sama chodzić do lasu. Jak będziesz chciała pójść to przyjdź do dziadka i ja z Tobą pójdę. Dobrze?
Dziewczynka przytaknęła i się uśmiechnęła. Po chwili zerwała się z kolan dziadka i pobiegła zanieść babci poziomki.
Pewnego dnia uczeń przyszedł do mistrza i powiedział:
- Nauczycielu, w moim życiu popełniłem wiele błędów, chciałbym je naprawić, ale nie wiem jak. Nie można przecież cofnąć czasu.
Nauczyciel zabrał go nad rzekę, powiedział by usiadł nad jej brzegiem i się uważnie przyglądał. Po 30 minutach zniecierpliwiony uczeń pyta.
- Nauczycielu od pół godziny patrzę na rzekę, czemu mnie tu przyprowadziłeś?
- Naucz się patrzeć uważniej, naucz się patrzeć oczami duszy. Życie jest jak ta rzeka. Płynie rwącym nurtem wciąż do przodu. Nie zawróci, tak jak nie da się cofnąć czasu w życiu. Żyj więc tak, żebyś nie musiał oglądać się wstecz i żałować swoich uczynków. Życie toczy się dalej, patrz w przyszłość bo budowanie czegoś na chwiejnych fundamentach przeszłości osłabia budowlę, która powstanie. Żyj ze świadomością tego co robisz, bo wszystko co uczynisz odciśnie się na Twoim życiu. Czyny te są cegłami budynku który budujesz.
Oto obrazek na który natrafiłam, pochodzi on z artykułu na onet.pl podobno tak wygląda najnowsza moda na psy w USA, która powoli zaczyna przesiąkać do Polski. Jak dla mnie zidiociały pomysł ale to oczywiście tyko moje zdanie.
Zauważyłam, że rodzice którzy nie mają dzieci swojego pupila traktują właśni jak dziecko, ale wózek to już lekka przesada. Pies to nie zabawka, to nie jest lalka którą możemy przebierać po tysiąc razy dziennie żeby nam pasował do torebki. Z psem się chodzi na spacery na smyczy, żeby miał trochę ruchu a nie wsadza w wózek i paraduje po ulicach. Niedługo może zaczną produkować pampersy dla psów co by ułatwić życie ludziom (albo już produkują, tego nie wiem). Wtedy to już w ogóle mogliby mieć cudowne dziecko. Nie mówi więc się nie skarży i nie marudzi, śpi w nocy wiec można się wyspać, rano nie trzeba wstawać bo przecież ma pampersa, nie trzeba się zbytnio nim zajmować bo sam potrafi. Do czego to dąży? Mam dwa psy i nie wyobrażam sobie jak mogłabym je tak skrzywdzić.
a oto link http://pies.onet.pl/1146,1,0,do_wozka_i_na_spacer,galeria.html
A Dawid, no cóż, Dawid kochał ją od dawna, nawet wtedy kiedy była w związku, nawet wtedy kiedy było z nią naprawdę źle, może nawet wtedy jeszcze bardziej.
Dla niego była kwintesencją kobiecości, ideałem o którym śnił ale nigdy nie miał odwagi jej tego powiedzieć. Wolał kochać ją skrycie niż narazić się na zerwanie ich relacji dla kilku chwil w jej ramionach.
- Dokąd jedziemy?
- Myślałem że kobiety lubią niespodzianki?
Sara uśmiechnęła się słodko nie zadając już więcej pytań.
-Zobaczymy czy potrafisz zaimponować kobiecie. – pomyślała Sara.
- No to jesteśmy na miejscu. – oznajmił Konrad parkując przed wielkim ekskluzywnym hotelem.
Nie traci facet czasu- pomyślała Sara. Wysiadając jednak nie dała po sobie poznać, że czuje się lekko zniesmaczona. Czegóż mogła się więcej spodziewać jak nie tego, że kolejny facet będzie chciał wylądować z nią w łóżku. Może to i dobrze, po całym tygodniu ciężkiej pracy odrobina pikanterii dla relaksu się przyda.
Weszli do oświetlonego holu gdzie zostali przyjęci ciepło. Szczupły mężczyzna wziął od nich płaszcze i zaprowadził do stolika.
- Czego się państwo napiją?
- Poproszę czerwone wino najlepsze jakie tu macie. Musi być tak wyjątkowe jak dama siedząca tu ze mną
- Obawiam się że nic nie jest w stanie dorównać wyjątkowości pańskiej towarzyszce. Mam nadzieję jednak że trafię w Państwa gusta smakowe.
Sara tylko uśmiechnęła się zalotnie, nie miała ochoty wdawać się w dyskusję, była zbyt głodna by jeszcze przedłużać czas oczekiwania na posiłek.
Kelner podał im wino, przyjął zamówienie. Zjedli homara, sałatkę grecką, ostrygi. Konrad okazał się zabawnym i nawet czarującym mężczyzną. Rozmawiało im się wyjątkowo dobrze. Mijały godziny a oni nadal doskonale czuli się w swoim towarzystwie. On ją zabawiał rozmową, ona kokieteryjnie się uśmiechał, uwodziła go spojrzeniem, po pierwszym winie było kolejne. A oni wciąż mieli sobie wiele rzeczy do powiedzenia. W przerwach oddawali się tańcu. Czuli magnetyzm, powoli wszystko zaczęło ich do siebie przyciągać, słowa, gesty, uśmiechy czy spojrzenia. Narodziła się między nimi więź. Wieczór robił się coraz późniejszy, byli już ostatnimi klientami w restauracji. Spostrzeżenie to zasmuciło Konrada, który nie chciał by ten wieczór już się kończył.
Wiedząc, że jest późno a personel zapewne też chce mieć już wolne, zaproponował Sarze spacer po parku. Zgodziła się.
- Świetnie się dzisiaj bawiłam. Dziękuje.
- Ja również, mam nadzieję że to kiedyś powtórzymy?
- Z miłą chęcią
Konrad podszedł do klombu z kwiatami zerwał czerwoną różę i wręczył ją Sarze z tymi słowami:
- Czy pozwolisz moja piękna Pani się pocałować?

Tylko Dawid wiedział czemu Sara traktuje facetów przedmiotowo. To on był przy niej kiedy to wszystko się stało. To on ocierał łzy z jej policzków i przywrócił życiu.
Poznali się podczas studiów. Zbliżyły ich do siebie problemy miłosne w związkach w których byli. Sara była dla niego wsparcie kiedy rozstał się z dziewczyną. On był dla niej podporą kiedy rozleciał się jej pięcioletni związek z chłopakiem. Był nawet wtedy kiedy tego nie chciała, nie miała sił na to by się z nim kłócić. Sara została porzucona przez chłopaka z dnia na dzień, nic nie wskazywało takiego końca. Miało być tak pięknie, miał być ślub, aż pewnego pięknego dnia usłyszała słowa „to już jest koniec, nie kocham Cię” i bez żadnych wyjaśnień facet zmył się z jej życia. Pozostawiając spustoszenie, ból i wszechogarniającą pustkę. Jej świat się zawalił. Jednego dnia była szczęśliwa drugiego chciała umrzeć. Tłumaczyła sobie, że nie była wystarczająco dla niego dobra, atrakcyjna, czy może za mało kobieca. Nie ważne było to, że faceci gapili się na nią jak cielę w malowane wrota, nie ważne że wielu prawiło jej komplementy, do niej to nie przemawiało. Z pomocą przyszedł jej Dawid, który uważał że na początku jej stan jest normalny, mijały miesiące a Sara ciągle się pogrążała, upijała się do nieprzytomności by choć na chwilę znaleźć ukojenie. Pewnego dnia Dawid przyprowadził swojego kolegę wizażystę i fotografa. Z trudem udało im się namówić Sarę na sesję zdjęciową, ale Dawidowi serce krajało się jak na nią patrzył zbyt długo by nie dopiąć swego. Złamała swój upór i oddała się w ich ręce i tak było jej wszystko jedno. Efekt był zdumiewający, Sara znowu poczuła się kobietą. Od tamtej pory mści się na mężczyznach za to co ją spotkało. Jest pewna siebie, zna swoją wartość i nie pozwoli drugi raz na to by jakikolwiek facet ją skrzywdził. A Dawid… no cóż Dawida traktowała nie tylko jako przyjaciela, ale również starszego brata. Nigdy nie patrzyła na niego jak na faceta.
Nie bez powodu mówi się że jeśli coś się wali to wszystko na raz. Powódź zabrała im wszystko: dach nad głową, miejsca pracy, żywność, stracili dorobek całego swojego życia. Żyć trzeba dalej, pytanie tylko jak? Jak żyć kiedy nie ma się za co ani gdzie? Jak żyć dalej w tej samej miejscowości wiedząc, że ludzie gdyby mogli zgrabiliby Ci wszystko to, co oszczędził jakimś cudem żywioł, by zyskać więcej niż mają i nie zważając, że Ty nie masz nic. Świat jest okrutny, bo ludzie są okrutni. Mój tata powiedział, że na świecie nie mogliby być sami dobrzy ludzie bo wtedy stałby się rajem. Ale w jakich czasach żyjemy? W obliczu tak wielkiej tragedii ludzie powinni się jednoczyć przejrzeć na oczy, że wobec sił żywiołu jesteśmy bezsilni i każdego mogłoby to spotkać. Gdzie się podziały ludzkie sumienia i serca? Znieczulica staje się jednak z roku na rok coraz rozleglejsza. Ludzie chcą się wzbogacać na ludzkiej krzywdzie, niedługo dojdzie do tego że nie będzie wiadomo komu ufać. "Jakim trzeba być człowiekiem" żeby rzucać kłody pod nogi zamiast koła ratunkowego? Jakim trzeba być człowiekiem wyrywając z ust chleb dzieciom, rodzinom, jakim trzeba być człowiekiem by patrzeć na czyjeś łzy i nie podać chociaż chusteczki? Jakim trzeba być człowiekiem dobijając tych co ledwo uszli z życiem?
Nie bez powodu Czesław Niemen śpiewał " dziwny jest ten świat", w takich sytuacjach człowiek jeszcze bardziej rozumie trafność tego przesłania. Na szczęście "ludzi dobrej woli jest więcej", którzy potrafią się jednoczyć w dobrej sprawie. Dzięki nim przywraca się wiara w człowieka i nadzieja, że jeszcze są gdzieś na świecie dobrzy ludzie.
Kiedy zniknęła z horyzontu zza drzewa wyszedł Dawid i przywołał psa do porządku, postanowił nie przyznawać się do owego występku. Zamierzał jednak wynagrodzić Sarze to jakże komiczne zdarzenie.
- Cześć Eryku. Wiem że jest już późno, mam nadzieję że Cię nie obudziłem?
- Witaj. Nie jeszcze nie spałem. Coś się stało, że dzwonisz o tej porze?
- I tak i nie. Potrzebuję Twojej pomocy.
Dawid pokrótce opowiedział Erykowi całe zdarzenie. Na co rozbawiony słuchacz wybuch gromkim śmiechem. Usłyszawszy, że Dawid pragnie zadość uczynić dziewczynie niesforność swojego pupila zaproponował mu by podjechał do niego po mały pakunek.
Dawid odebrał pakunek, odprowadził psa do domu i pojechał do Sary. Kiedy zaparkował i spojrzał w jej okna ujrzał jak biega z pokoju do pokoju jakby czegoś szukała.
- Pewnie wybiera się na randkę- pomyślał ze smutkiem patrząc na paczuszkę.
Wziął długopis i na pudełku napisał:
- Saba i jej właściciel najmocniej przepraszają za prysznic w fontannie. I życzą udanego wieczoru.
Wysiadł z samochodu i skierował swe kroki ku mieszkaniu Sary. Kiedy podszedł do drzwi, położył paczuszkę na wycieraczce, nacisnął dzwonek i pospiesznie pomknął schodami na wyższe piętro.
-Cholera, zaraz się spóźnie! Kogo niesie o tej porze?!
Pospiesznie otworzyła drzwi, kiedy nikogo nie zastała chciała zatrząsnąć drzwi myśląc, że dzieciaki sąsiadów robią sobie żarty, ale nagle ujrzała małą paczuszkę na wycieraczce. Zdumiona podniosła ją i przeczytała napis na opakowaniu. Uśmiechnęła się. Otworzyła pudełko a jej oczom ukazały się kolczyki wykonane z kamie z nocy Kairu. Rozejrzała się po korytarzu po czym weszła do domu.
- Jak to możliwe… - zastanawiała się. Przecież nikt jeszcze nie wie o dzisiejszym zakupie. Tylko Eryk… ale przecież Eryk nie ma psa… Dziwne, to wszystko jest jakieś dziwne….
Wyjęła kolczyki z opakowania i założyła. Teraz miała już cały komplet.
Kiedy stała przed lustrem podziwiając swoją nową kreacje znów zadzwonił dzwonek do drzwi.
Sara wskoczyła w czarne szpilki i poszła otworzyć drzwi.
- Witaj, pięknie wyglądasz. – przywitał się Konrad wręczając Sarze bukiet róż.
- Witaj, tylko wezmę torebkę i możemy już iść.
- Jak Pani sobie życzy.- Konrad uśmiechnął się do Sary pożerając ją przy tym wzrokiem.
Faceci są zbyt przewidywalni jakże łatwo ich uwieść. Wystarczy ładne opakowanie trochę kobiecych sztuczek i są gotowi zrobić wszystko żeby tylko wskoczyć do łóżka. Żałosne…. Kolejny napalony samiec. – pomyślała ze smutkiem Sara. Jeszcze te róże, nie cierpię róż są takie pospolite….
Wychodząc omal nie zauważyła Dawida. Na szczęście dla niego była zbyt zajęta swoim nowym adoratorem.
Dawid widząc ich poczuł ukucie w sercu wiele by dał za to by móc chociaż raz móc ją pocałować. Ale ona nawet nie patrzyła na niego jak na mężczyznę. Dla niej miał pozostać już tylko „bratem….„
Sara wiedziała, że Dawid ma rację w tym co mówi. Nie umiała jednak zaufać żadnemu facetowi. Nie chciała znowu cierpieć. Czuła się samotna, pustka nie znikała mimo upływu czasu. Borykała się z bólem każdego dnia, zawsze wtedy kiedy budziła się rano sama w łóżku. Patrzyła tęsknie z lekką nutą zazdrości na znajomych którzy zakładali rodziny. Ona też kiedyś pragnęła tak żyć, ale tego już nie ma. Nie ma już dawnej Sary, kruchej, wiotkiej i naiwnej. Jej serce woła o miłość ale ona nie słucha, obraz tamtych dni przywraca jej twardość w chwilach zwątpienia.
- Witaj Eryku, masz coś dla mnie?
- Cześć Saro, to zależy, łamacza męskich serc lepszego od Ciebie nie znalazłem.
- Eryku, po co mi drugi łamacz męskich serc?
- No już dobrze, wiesz że tylko żartowałem. Znalazłem kilka ciekawych naszyjników z kamieniami do wyboru: tygrysie oko, piasek pustyni i noc Kairu. Naszyjniki zostały poświęcone przez mojego znajomego szamana przez co każdy z nich może służyć jako amulet. Mam również nowe olejki eteryczne, specjalne mieszanki herbat i ziół. Oraz sporo wisiorków. Sporo tego więc może zaparzę herbatę a Ty Saro spokojnie sobie w tym czasie wszystko obejrzysz?
- Chętnie.
Sara lubiła magiczne rzeczy, wierzyła że jeśli spojrzy na któryś i poczuje że musi go mieć okaże się jej amuletem i będzie ją chronił. Wierzyła, a może po prostu chciała by tak było.
W oko wpadł jej pewien wisior z tygrysiego oka. Zastanawiała się czy będzie miała go do czego nosić i po namyśle stwierdziła że nie. Wybrała naszyjnik skomponowany z kamieni nocy kairu. Uznała, że jest elegancki i będzie znakomicie komponował się z większością jej sukienek.
Eryk stał oparty o ścianę i z uśmiechem wpatrywał się w dziewczynę. Lubił na nią patrzeć, zawsze oddawała się w pełni poszukując tego co by było dla niej najodpowiedniejsze. Wyglądała jak mała dziewczynka przed którą ktoś otworzył magiczne wrota ze skarbami. Jakby ktoś ją przeniósł w zupełnie nierealne miejsce. Wszystko ja zachwycało, wszystko wydawało się doskonałe i piękne. Widząc, że dziewczyna dokonała wyboru poszedł po herbatę.
- Widzę Saro, że wybrałaś sobie naszyjnik.
-Tak- przyznała. Tylko nie wiem czy nie jest zbyt ciemny jak dla mnie.
Eryk spojrzał na dziewczynę badawczo. Po czym wstał wziął od niej naszyjnik.
- Odgarnij włosy, zaraz sprawdzimy jak na Tobie leży.
Sara posłusznie zebrała kasztanowe włosy. Lubiła Eryka, lubiła spędzać z nim czas. Zawsze kiedy tu była wiedziała że może być sobą. Porzucała swe maski i odkrywała swoje prawdziwe oblicze. Ufała Erykowi, gdyż był to już niemalże staruszek i z jego strony nic jej nie groziło, a u niego w sklepie czuła się niemalże jak w domu.
- Sama spójrz w lustro i oceń czy pasuje, ale według mnie jest idealnie. Zwłaszcza do tej sukienki.
Sara spojrzała za siebie gdzie wisiało duże owalne lustro w mosiężnej oprawie. Naszyjnik rzeczywiście pasował głównie dlatego, że był subtelny . Sara nie lubiła masywnej biżuterii, wszystko musiało ze sobą ładnie się komponować i być dodatkiem do stroju, a nie przesadnie rzucać się w oczy.
Z zadumy wyrwał ją Eryk.
- Saro, znalazłem bransoletkę również z nocy Kairu, czy zechcesz ją przyjąć w prezencie? Będziesz miała komplet.
- Eryku, to miło z Twojej strony.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Wiesz że jesteś dla mnie jak córka której nigdy nie miałem.
Sara wzruszyła się tymi słowami a oczy naszły jej łzami. Zerwała się z krzesła na którym siedziała i rzuciła się staruszkowi na szyję by go uściskać.
- Wiesz że wiele dla mnie znaczysz, Ty i to miejsce dajecie mi to czego mi brakuje, rodzinne ciepło.
- Już dobrze moje dziecko bo zaraz i ja się rozkleję.
Uśmiechnęli się do siebie i usiedli do herbatki, którą popijali w milczeniu.
Eryk spakował Sarze biżuterię i pożegnali się.
Sara wróciła do domu. Kiedy otworzyła drzwi w progu przywitał ją stęskniony pyszczek Kazana. Doberman stał ze smyczą w pysku i radośnie podrygiwał ogonkiem, nie mógł się już doczekać powrotu pani i wyjścia na spacer. szybko więc wzięła prysznic i wskoczyła w dresy, mimo iż była głodna zapięła smycz i oboje wyszli na spacer.
- Tylko pamiętaj kawalerze, -zwróciła się do psa; żadnych psot tym razem- pogroziła psu palcem.
Doberman dał głos na znak posłuszeństwa. I ruszyli przed siebie.
Wieczór był miły, było ciepło i bez wietrznie, a nad ich głowami rozpościerał się granat nieba usłany gwiazdami.
Sara podeszła do fontanny zdjęła psu smycz by dać mu odrobinę wolności, wiedziała że i tak nie oddali się zbyt daleko. Zawsze pilnował jej niczym anioł stróż. Kiedy Kazan radośnie podrygiwał i biegał po trawniku Sara położyła się na murku fontanny i wpatrywała się w gwiazdy.
W pewnym momencie przysnęła.
Kazan znudziwszy się zabawą w pojedynkę wrócił do swej pani. Widząc, że Pani śpi położył się pod murkiem na którym leżała.
Nagle zza drzew wyłonił się duży puchaty biały stwór pędzący wprost na fontannę.
To owczarek podhalański, który jak tylko poczuł się uwolniony ze smyczy nie zwracając uwagi na swego właściciela z impetem wskoczył do fontanny. Sara wystraszona strumieniami wody lejącymi się na nią zerwała się na równe nogi. Oczom nie wierzyła, że jest już tak późno. Mokra i wściekła zaczęła pospiesznie wykręcać ubranie. Nie widząc właściciela owego stworzenia Sara zabrała Kazana i truchtem ruszyła do domu klnąc przez całą drogę pod nosem. Pozostały jej zaledwie dwie godziny do umówionego spotkania.
Siedziała na łóżku z papierosem w dłoni. Patrzyła tryumfalnie na swą kolejną ofiarę. Facet leżący obok niej odpłynął w sen, uśmiech malujący się na jego ustach wskazywał, że noc miał udaną. Ona z resztą też, ale jakie to ma znaczenie? Wino wciąż krążyło w jej ciele a ona czuła niesamowity przypływ energii. Karmiła się pożądaniem i namiętnością. Tylko one przywracały jej życiową energię. Czerpała z życia to co sprawiało jej przyjemność, życie było zbyt krótkie by je marnować . Każda chwila miała znaczenie tylko wtedy, kiedy była przyjemna.
Na co dzień pracowała w banku. Nudna praca zwłaszcza jak dla kogoś, kto widzi sens życia w zabawie i rozrywkach. Z innego punktu widzenia jednak korzystna, zapewniała bowiem podłoże do owej frajdy. W życiu nie ma nic za darmo, wszystko kosztuje, więc chcąc się bawić trzeba mieć za co. Musiała tylko umieć zachować pozory niemalże damy. Nie przychodziło jej to z wielkim trudem pomimo swoich upodobań zawsze była kobietą elegancką, pełną gracji i wdzięku. Nikt ze znajomych nie przypuszczał, że prowadzi bujne życie erotyczne. Znali doskonale jej talent do flirtu. Imponowała im swą kobiecością i seksapilem. Jednak nikt nie znał prawdy… no może prawie nikt.
- Cześć przystojniaku, poproszę latte macchiato i kawałek szarlotki na wynos– Sara uśmiechnęła się uwodzicielsko do Dawida.
- Cześć Saro, widzę że wprowadziłaś nowy rytuał piątkowy, tylko uważaj żeby nie poszło Ci w biodra. – odpowiedział jej prowokacyjnie Dawid realizując zamówienie.
- Bez obaw, mam na to swoje sposoby, ale to już moja mała słodka tajemnica.- puściła do niego oczko i zaczęła kierować się ku wyjściu.
- Umówisz się ze mną w ten weekend?
- Czyżbyś zapomniał, że nie umawiam się z przyjaciółmi na randki? A właściwie to jesteś dla mnie jak brat, namawiasz mnie na kazirodztwo?
- Gdzież bym śmiał, ale brat to też facet…
- Miłego dnia życzę. Jak chcesz wpadnij do Kociołka w sobotę, wybieramy się tam z dziewczynami na małe polowanko.
- Tak i ja mam sobie patrzeć jak jakiś facet klei do Ciebie swoje łapska. Jako Twój brat oznajmiam, że jeśli jakiś typek się chociażby źle na Ciebie spojrzy to przestawię mu nos tak, że żaden chirurg plastyczny mu nie pomoże.
- Eliza pytała o Ciebie nie chcesz chyba pozwolić sobie na takie prostackie zachowanie przy kobietach?
- Prostackie? Wypraszam sobie, to przejaw rycerskości i męskości.
- Tak, tak oczywiście. Dobra Dawidzie ja muszę uciekać. Muszę wstąpić do Eryka miał dzisiaj dostawę i ciekawa jestem czy sprowadził dla mnie nowe zapachy.
- Saro, jesteś bezwzględnie okrutna, żaden facet i tak nie może oprzeć sie tobie, a Ty wciąż wyszukujesz nowych wabików eterycznych, nie wszyscy faceci są tacy…
- Dawidzie, tamto to już jest przeszłość i ty najlepiej powinieneś o tym wiedzieć.
- To umów się z komuś w końcu na poważnie a nie bawisz się facetami jak lalkami. Udowodnij mi że to już jest przeszłość.
- Nie odbieraj mi tej przyjemność. Nie chce stałych związków, to nie dla mnie. I nie martw się o mnie ja sobie radę dam, zwłaszcza że mam Ciebie.
Sara podeszła do Dawida i pocałowała go w policzek.
- Nie boję się o Ciebie tylko o tych nieszczęśników którym kradniesz serca. Moja ty kobieto femme fatale.
- Dawidzie to najpiękniejszy komplement jaki kiedykolwiek słyszałam. Powinieneś prawić mi go częściej.- uśmiechnęła się zalotnie ignorując ukłucie w sercu jakie poczuła, po czym ruszyła w kierunku wyjścia...
Blog jest swoistym rodzajem obnażenia, obnażenia z uczuć, emocji, ludzie odkrywają się przed wszystkimi bo mogą pozostać anonimowi. Anonimowość daje bezpieczeństwo. Zrzucamy swe maski i zaczynamy istnieć w blogowej społeczności. Tu możemy być sobą, albo być kim tylko chcemy. Stwarzamy swój świat radości lub smutków. Każda myśl ta niewypowiedziana kłębiąca się w zakamarkach naszego umysłu odnajduj swoje miejsce, bez obaw które czyhają w rzeczywistości.
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |